Program wakai.exe ver. 0.4.6.2 do słuchania na PC - bez włączenia przeglądarki!

Start / Film Azjatycki / Recenzja filmu live-action „Fullmetal Alchemist”
Sklep E-NEKO.PL ANIME I MANGA!

Recenzja filmu live-action „Fullmetal Alchemist”

Recenzja filmu live-action „Fullmetal Alchemist”
Oceń ten Post!

Zapewne wielu fanów ucieszyła informacja, że film „Fullmetal Alchemist” live-action można obecnie obejrzeć na platformie Netflix… Jednak ten entuzjazm raczej nie potrwa długo. W tej recenzji raczej nie będę nikogo zachęcać do obejrzenia tego filmu, ale od razu powiem: jeśli jesteś wielkim fanem FMA i jesteś wrażliwy na tym punkcie- nie oglądaj tego filmu. Zrobisz sobie tylko przykrość. Jednakże, jeśli jesteś ciekawy, w jaki sposób można zepsuć doskonałą oryginalną historię, to jest film właśnie dla Ciebie. Nie łudź się, że ten film jest dobrą adaptacją, bo jest on zaledwie jakąś dziwaczną wariacją na temat oryginału…

Znalezione obrazy dla zapytania fullmetal alchemist live action

Na wstępie zaznaczam: poniższa recenzja może zawierać śladowe ilości spoilerów, których nie mogłam uniknąć recenzując ten film, jednakże spoilery odnoszą się bardziej do obecności określonych postaci aniżeli ogólnej fabuły. Recenzując film będę odnosić się do mojej wiedzy na temat mangi oraz serii anime „Fullmetal Alchemist Brotherhood”, nie biorę tutaj pod uwagę pierwszej wersji anime, która prawie w całości jest wytworem twórców ze studia Bones i opowiada właściwie zupełnie inną historię niż manga.

No a teraz do rzeczy: decydując się na obejrzenie tego filmu oczywiście nie miałam zbyt wielkich nadziei na dobrą adaptację oryginalnej historii… Jednak twórcy filmu przeszli samych siebie i sprawili, że już po pierwszych minutach filmu zastanawiałam się czy powinnam to dalej oglądać. Oglądałam już kilka japońskich produkcji live-action, jednak żadna z nich nie rozczarowała mnie tak bardzo. Aby nie używać zbytnio przekleństw posłużę się metaforą: to tak jakby oryginalna historia została przeżuta i wypluta przez jakiegoś potwora, część historii zginęła w czeluściach brzucha tegoż potwora, zaś to co zostało jest wymieszane i bez ładu posklejane ze sobą. Historia przedstawiona w filmie nie za bardzo trzyma się…  czegokolwiek. Nie trzyma się nawet zasad logiki.

Podobny obraz

Ja oczywiście postaram się, aby moja recenzja była mniej chaotyczna i dużo przyjemniejsza w odbiorze… 😉

Zacznijmy może od kwestii, która poraziła mnie już w ciągu pierwszych kilku minut filmu… Mianowicie dialogi. Sądziłam, że z pomocą dialogów widz powinien łatwiej zrozumieć różne sceny widziane na ekranie. Jednak mi te dialogi wcale w zrozumieniu nie pomogły. Jakoś nie przekonuje mnie na przykład wymiana zdań poprzedzająca próbę wskrzeszenia matki przez głównych bohaterów. Dwójka dzieci po śmierci matki, zupełnie bez emocji rozmawia o tym, że „no w sumie na świecie istnieją sobie humunculusy, no to może my wskrześmy naszą mamę!”… Dziecięcy aktorzy nie są w stanie przekazać widzowi żadnych emocji, jakie mogą towarzyszyć takiej sytuacji, a z ich dialogu nie dowiadujemy się właściwie niczego. Przez resztę filmu, dialogi raczej nie pomagają widzowi nadążyć za akcją, tylko jeszcze bardziej wszystko komplikują, tudzież spłycają to, co się dzieje.

Druga sprawa: postacie, a raczej ich brak… W dodatku tych kluczowych dla oryginalnej historii. W filmie live- action zabrakło między innymi takich postaci jak: King Bradley (!), Scar, Pinako Rockbell, Van Hohenheim, „Ojciec”, Greed, Pride, Major Armstrong oraz jego starsza siostra Olivier Mira, Izumi Curtis… i tak mogłabym jeszcze długo wymieniać. Postacie, którym udało się jakimś cudem zasłużyć na miejsce w filmie zostały mocno okrojone i spłycone lub też odgrywały zupełnie inną rolę niż w oryginalnej historii. Homunculusy, których oczywiście powinno być siedem, tak jak siedem grzechów głównych, w filmie pojawiły się zaledwie jako trio: Lust, Gluttony oraz Envy. Twórcy filmu nie wysilili się nawet aby tatuaże uroborosa miały prawidłowy, czerwony kolor. Na skórze aktorów odtwarzających role homunculusów widzimy jednodniowe czarne tatuaże uroborosa  z aliexpress… Ogólnie kostiumy i charakteryzacje postaci pozostawiają wiele do życzenia. W miarę przekonująco wyglądają jedynie chimera Tuckera oraz Al pod postacią zbroi… Czyli to, co stworzone w CGI. Kostiumy aktorów wyglądają raczej jak cosplay. Może nie taki strasznie tandetny… no ale cosplay. No ale zostawmy już kwestię kostiumów w spokoju, bo zdecydowanie nie jest ona najgorszym elementem tego filmu. Jeśli chodzi o roszady dotyczące postaci to na uwagę zasługuje fakt, że w zamian za Kinga Bradleya dostajemy niejakiego generała Hakuro… Ktoś pamięta? Bo ja nie ukrywam, że ciężko było mi odkopać w pamięci, że był ktokolwiek taki w oryginalnej historii. W pierwszej połowie filmu ukazuje się jako postać, która na pozór próbuje pomagać braciom Elric, jednak pod koniec filmu wychodzi na jaw, że w rzeczywistości występuje w tym filmie jako antagonista, więcej nie będę zdradzać, bo pewnie część z was jeszcze z ciekawości obejrzy ten film.

Znalezione obrazy dla zapytania fullmetal alchemist live action homunculus

Przejdźmy dalej, gra aktorska… A raczej znowu jej brak. Przykro to powiedzieć, ale prawie wszyscy aktorzy w tym filmie to dosłownie drewno. Jedyny aktor, który potrafił przekazać mi jakieś emocje i fajnie odtworzył swoją postać to Ryuta Sato w roli Maesa Hughesa. O aktorach dziecięcych, którzy zagrali młodszych braci Elric już wspomniałam… I lepiej nie będę wracać do tego. Ryosuke Yamada, który zagrał starszego Edwarda Elrica był dla mnie bardziej przekonujący, jednak zupełnie nie odtworzył tej postaci z oryginalnej historii. Tak jakby to był zupełnie ktoś inny. Byłam w stanie odczuć emocje, które pokazywał, ale to po prostu nie był Ed. Al W porównaniu do niego wypadł dużo lepiej. Mimo, że aktor grał tylko głosem to i tak ja po prostu czułam: „tak, to jest właśnie Al”. Najbardziej rozczarowała mnie Winry. Pomijam zupełnie fakt, że kolor włosów się nie zgadza… Ale gra aktorska Tsubasy Hondy totalnie zniszczyła dla mnie tę postać. Przerysowała do granic możliwości i spłyciła. To co miało wyjść zabawnie w tej postaci, wyszło sztucznie i niezręcznie. Poraziło mnie również usilne ubieranie Winry w sukienki i spódnice… Przecież ona absolutnie nie miała takiego stylu ubioru. Mam wrażenie, że twórcy filmu trochę na siłę próbowali zrobić z niej słodką dziewuszkę. Dodatkowo wciskano ją na siłę do większości scen. O reszcie aktorów lepiej nie będę się już rozwodzić…

Znalezione obrazy dla zapytania fullmetal alchemist live action ryosuke yamada

Istotną kwestią, o której warto wspomnieć są efekty specjalne użyte w filmie. Zwiastuny filmu pod tym względem wyglądały obiecująco. Miało być spektakularnie… a wyszło jak zawsze. I nie chodzi mi o to, że efekty były kiepskie. Jakościowo, uważam że w sumie były wręcz niezłe. Jednakże, praktycznie wszystkie te super efekty, które były w zwiastunie, zostały umieszczone na początku filmu. A potem… no cóż, widzowie uraczeni są na przykład widokiem gumiastych zombie, które bardziej śmieszą niż przerażają oraz ciał płonących w sposób, delikatnie mówiąc, nierealistyczny.

A muzyka… Muzyka w filmie byłaby całkiem cacy, nawet przyjemna dla ucha… gdyby tylko współgrała z tym, co działo się na ekranie. A tak niestety nie było. Warto tutaj również wspomnieć o tym, że nie zadbano również o takie szczegóły dźwiękowe jak uderzenie stalową ręką o stół… Wydaje mi się, że powinno brzmieć to trochę inaczej niż uderzenie normalną ręką.

No ale dosyć już krytyki, żeby nie było, że jestem tylko skrajnie krytyczna. Może gdybym nie była fanką oryginalnej historii to ten film podobałby mi się bardziej. Patrząc na niego tylko pod kątem wizualnym to nie było tak źle, cosplayowe kostiumy nie rażą w oczy jakoś dramatycznie, a plenery, tła i kolory są naprawdę ładne i dopasowane. Jako kobieta, doceniam również takie szczegóły, jak ładne mięśnie aktora, odgrywającego główną rolę. Przyjemnie było na niego popatrzeć. Jak wspomniałam już wyżej, bardzo mi pasował również Maes Hughes, gra aktorska w przypadku tej postaci wyszła bardzo naturalnie i nie było tam ani śladu przerysowania.

Podobny obraz

Podsumowując: W porównaniu z historią z mangi i FMAB, to ten film mnie rozczarował. Czekałam na ulubione postacie, których nie dane mi było zobaczyć. Film okazał się płytki w prawie każdym aspekcie: w dialogach, grze aktorskiej, „humorystycznych” wstawkach… Na podstawie oryginalnej historii zostało pokazane zupełnie coś innego, w dodatku z tak naprawdę innymi postaciami. Na pewno obejrzę ten film za jakiś czas ponownie, może wtedy spojrzę na niego z trochę większym dystansem. Bo dystans to jest zdecydowanie to, o czym każdy powinien pamiętać oglądając ten film.

Podobny obraz

 

>ZENO<

 

 

 


Autor Zeno

Z wykształcenia Socjolog Kultury, z zamiłowania zajmuję się Japonią pod kątem społeczeństwa i kultury- w szczególności popkultury ;-)

Check Also

Zwiastun filmu live-action „Nisekoi- False Love”

Zwiastun filmu live-action „Nisekoi- False Love”5 (100%) 1 vote Na oficjalnej stronie filmu live- action …

shares