Wpłać dotację na serwer radia.

Home / Sklepy / Zerowa Maria i puste pudełko. Tom 1

Zerowa Maria i puste pudełko. Tom 1

Przeżyjmy to po raz 27753. A może i więcej.

Mam ostatnio szczęście do japońskich produkcji traktujących w różny sposób o podróżach w czasie. Całkiem niedawno miałem okazję sprawdzić Steins;Gate oraz Re: Zero. Wkrótce potem przyszła pora na Zerową Marię, która, jak się okazało, korzysta z bardzo podobnego schematu. I choć ta zbieżność to czysty przypadek, cieszę się, że ów motywu nadal nie mam dość. Zadbała o to niejaka Otonashi.

Pierwsze light novel w katalogu wydawniczym Waneko już na początku lektury daje nam do zrozumienia, że coś złego wisi w powietrzu. Na początku lektury zostaje nam jasno określone, że razem z bohaterami utknęliśmy w około 2-dniowej pętli czasowej. Domyślamy się, że prawdopodobnym sprawcą całego zamieszania jest pewien tajemniczy jegomość i rozdawane przez niego nie mniej enigmatyczne pudełka. Gdy zaczynamy nad tym rozprawiać, w głowie co jakiś czas przewija nam się popularne porzekadło: „Uważaj, czego sobie życzysz”. No ale skoro już siedzimy w tym po uszy, trzeba coś z tym zrobić, prawda? Tak rozpoczyna się nasza przygoda, przez którą prowadzi nas duet głównych bohaterów.

Odnoszę wrażenie, że ostatnimi czasy japońska popkultura ma spory problem z kreacją ciekawych męskich protagonistów (a przynajmniej ja z biedą mogę policzyć ich na palcach jednej ręki). Kazuki Hoshino jest tak bardzo stereotypowym nieporadnym, japońskim licealistą, jak to tylko możliwe. I choć rozwija się na przestrzeni pierwszego tomu nowelki, tak jego introwertyzm często dawał mi się we znaki. Jego całkowitym przeciwieństwem jest Aya Otonashi, której pewność siebie wymieszana z kosmicznych rozmiarów socjopatią i egocentryzmem wręcz biją nas po oczach. To chodząca bomba zegarowa, w dodatku niezwykle atrakcyjna. Miłość od pierwszego akapitu.

Dużym atutem Zerowej Marii jest prowadzenie fabuły przez autora. Pierwszy tom czyta się jak dobry kryminał, a wprawni czytelnicy zapewne skończą tomik już za pierwszym podejściem, gdyż każdy liczy niecałe 200 stron. Intryga wciąga już od pierwszych stron i choć z czasem jej poszczególne wątki stają się nieco zbyt pogmatwane, tak nie spoczniemy, dopóki nie doprowadzimy sprawy do końca. Umówmy się, nie jest to lektura wybitna, niemniej wciągająca. Tego po niej oczekiwałem, a struktura typowej nowelki to dodatkowy atut.

Wszystko wskazuje na to, że zostanę z serią Eijiego Mikage na dłużej. Niezwykle ciekawią mnie dalsze losy głównych bohaterów i już zacieram ręce na myśl o dalszej lekturze. Jeśli nie mieliście jeszcze styczności z light novel, chyba trudno o lepszy tytuł na start. Zerowa Maria już od dłuższego czasu okupuje podium w rankingu serwisu MyAnimeList, a ja coraz lepiej rozumiem dlaczego.

Źródło wpisu: jp-gaming.pl - z zamiłowania do japońskiej popkultury"

O Kamiru

Kamiru
Bóg też zaczynał od zera.
Ramówka na Dziś!

Ramówka na dziś!

>