Program wakai.exe do słuchania na PC - bez włączenia przeglądarki!


Start / 3DS / Nieudolny cykl reinkarnacji, czyli Shin Megami Tensei IV
Sklep E-NEKO.PL ANIME I MANGA!

Nieudolny cykl reinkarnacji, czyli Shin Megami Tensei IV

Nieudolny cykl reinkarnacji, czyli Shin Megami Tensei IV
Oceń ten Post!

Wschodnie Królestwo Mikado – kraj, w którym istnieje wyraźny podział na statusy społeczne, a każdy dojrzały wiekiem mieszkaniec – bez wyjątków – musi wziąć udział w Rytuale Rękawicy, który zaważy nad dalszym losem jego życia. Albo zostanie jednym z szanowanych samurajów, albo powróci do znanej mu wcześniej codzienności.

W taki oto pełny przeróżnych sprzeczności świat wprowadza nas Shin Megami Tensei IV – długo oczekiwana kontynuacja serii oddana tym razem młodszym twórcom. Nasz bohater, Flynn, zostaje samurajem i razem z grupą rekrutów będzie powoli poznawać wszystko, co się kryje za przedziwnym dla nas królestwem. Historia nabiera tempa wraz z pojawieniem się pogłosek o Czarnym Samuraju przemieniającym mieszkańców w demony, w pościgu za którym będziemy musieli zejść aż do zakazanego dla samurajów kraju Nieczystych. Wskutek wszystkich wydarzeń po raz kolejny zostaniemy ogarnięci konfliktem ideologicznym pomiędzy chaosem, a porządkiem, gdzie na szali stawiane są losy świata.

Gra podchodzi świadomie do tego, że kolejny raz z kolei powtarza schemat wojen ideologicznych, sprytnie wykorzystując ten fakt do opowiadania historii. Mimo to fabuła sama w sobie zmaga się z mniejszymi i większymi problemami. Chociażby podsuwa nam wątki, które nie zostają do końca rozwinięte i wydają się stworzone wyłącznie jako wymówki fabularne. Tego typu elementy, które wydają się nam ważne, pojawiają się nawet na początku gry i niestety albo stety, szybko o nich zapominamy. Trudno jednak zapomnieć, że pewnym momentom w grze brakuje odpowiedniego uderzenia, pomimo widocznych prób grania na emocjach.

Przy okazji kolejnym problemem staje się kreacja kluczowych postaci, które w porównaniu do innych odsłon serii podróżują z nami przez większość czasu rozgrywki. Działają głównie jako nasze medium, zadając za nas pytania, odpowiednio reagując i rzadko wtrącając swoje trzy grosze. Któż by pomyślał! Przecież to oni za niedługo z jakiegoś powodu staną po różnych stronach barykady. Ich najważniejszym zadaniem jest – jak w każdym innym SMT – bycie przedstawicielami konkretnych ideologii. Tutaj jednak trudno mówić o konkretnym rozwoju postaci, a ich motywacje są traktowane po macoszemu. Nie dostajemy nawet konkretnego powodu podjęcia się takich, a nie innych decyzji. Co najgorsze, odkrywają one swoje karty już na samym początku gry.

Shin Megami Tensei IV nie potrafi się zdecydować czym chce być, co szczególnie widoczne jest przy oprawie graficznej o niejednorodnym stylu. Po mapach czy różnorakich miejscach biegamy w pełnym trójwymiarze, zaś wszystkie dialogi czy walki są przedstawiane w 2D. Ciągłe skoki pomiędzy wymiarami nie stwarzają jednak tak dużego problemu jak sam drugi wymiar, przez co łatwo zarzucić brak spójności. Projekty postaci wykonane przez Masayukiego Doi, demony przez Kazume Kaneko (z przeróżnych okresów jego twórczości) i kilku gościnnych autorów znanych z produkcji Tokusatsu, których większość prac dostarczonych do gry nie wpasowuje się do ustanowionego stylu głównego nurtu serii. By nie mówić już, że niektóre wyglądają po prostu brzydko… Wszystko to zestawione w jednej produkcji stwarza przedziwną mieszankę stylów, negatywnie wpływającą na całokształt oprawy graficznej.

SMT IV ewidentnie próbuje uderzać do nowych graczy. Nie zapomina jednak o weteranach, podrzucając tu czy tam odniesienia do poprzednich odsłon. Ba, posiada nawet odświeżone kawałki sięgające aż pierwszej części serii. Nie ma co owijać w bawełnę, Ryota Kozuka jako nowy członek drużyny zajmującej się Shin Megami Tensei odwalił kawał dobrej roboty. Wrzuca nas w świat elektronicznej muzyki o przeróżnych nastrojach, gdzieś tam wrzucając znane z poprzednich odsłon melodie, a przy tym nie zapominając że mamy do czynienia z para-średniowieczem. Dodatkowo do motywów potyczek dokłada odpowiedniej energii, co połączone z usprawnieniami wprowadzonymi w grze tylko umila rozgrywkę.

Miejscem w którym będziemy spędzać lwią część rozgrywki szybko okazuje się mapa świata, a nie lochy. Drogi na mapie są często ciasne, nieczytelne i zablokowane różnego rodzaju przeszkodami, przez co poruszanie się po mieście nie tylko jest uciążliwe, ale można w nim łatwo stracić orientację. Lochy zaś są zaprojektowane bardziej by odzwierciedlały całym swoim kształtem miejsce w którym się znajdujemy, aniżeli postawić przed nami wyzwanie. Można zazwyczaj łatwo przez nie przebrnąć, o ile przyciśniemy się pomiędzy widocznymi dla nas przeciwnikami.

Oczywiście jak przystało na grę z Shin Megami Tensei w tytule, naszymi nierozłącznymi towarzyszami będą demony, które będziemy mogli rekrutować i łączyć w celu uzyskiwania jeszcze silniejszych. Rozmowy z demonami wciąż są w głównej mierze losowe i mogące przyprawiać nas o negatywne emocje, ale taki już urok tej serii. Wynikającą zaś z przebywania z nami ludzkich postaci nowością jest system Partnerów. Na początku potyczki spomiędzy podróżujących z nami osób, zostaje wyłoniony partner, który po zakończeniu naszej tury w walce wykona swój ruch by nas wspomóc. Szkoda tylko że czasami to oni będą kluczem do naszego zniszczenia.

Łączyć demony znów będziemy w Katedrze Cieni, w której możemy łączyć dwa demony – a czasem nawet i więcej. Czwarta odsłona serii wprowadza usprawnienia dzięki którym możemy decydować jakie umiejętności będzie posiadał nowy demon, przy czym również możemy mu nadać różne polepszenia statystyk, m.in. zmienić jego oddziaływanie na dany element. Samo wykonywanie fuzji również zostało usprawnione do wygodniejszego użycia. W głównym menu Katedry mamy zalecane fuzje, a sami możemy wyszukiwać je różnymi kluczami. Również po wybraniu demona którego chcielibyśmy stworzyć, widoczne mamy dostępne dla nas aktualnie możliwości.

Do gry powraca “Press Turn System”, jednak z pewnymi usprawnieniami. Do już istniejącej mechaniki wykorzystywania słabości przeciwnika do przedłużania własnych tur dodano “Uśmiechy (ang. Smirk)” – stan, który ma szansę otrzymać postać, która wyczuła słabość przeciwnika. Zwiększa on siłę ataku i daje bezwzględną odporność na prawie wszystkie ataki oponenta. Przez to dostosowywanie naszych demonów do walk z bossami jest jeszcze bardziej korzystne niż wcześniej, oczywiście wcześniej wspomniani partnerzy przez swoją wrodzoną nieudolność mogą nam nieraz uprzykrzyć bitwę atakując nieodpowiednim atakiem. Jednak możecie spać spokojnie. Jeśli z jakiegokolwiek powodu polegniecie w walce wraz z waszymi demonami, macie szansę powrócić do poprzedniego stanu za drobną łapówką – w postaci waluty pieniężnej obowiązującej w świecie gry lub 3DS-owych Play Coins – płaconą dla znudzonego strzeżeniem Styksu Charona.

Prawdopodobnie by łatwiej było śledzić całą historię, wprowadzono również system Questów, zdający się być parodią Social Linków z serii Persona. Zadania typu “Spotkajcie się na dachu i zjedzcie ciepłe śniadanie nad rzeczką” i tak dalej. Nie mniej jednak dzięki temu systemowi mamy szansę na spędzenie dodatkowego czasu w grze, a z pozoru błahe zadania mogą się rozwinąć w ciekawe wątki. Skąd możliwość śledzenia tego wszystkiego u średniowiecznych samurajów? To Rękawice, które noszą pozwalają im na wiele różnych udogodnień, takich jak: menu gry, używanie przedmiotów, zapisywanie i ładowanie zapisów, korzystanie z Katedry Cieni, wzywanie demonów czy nawet specjalne aplikacje poszerzające ich możliwości. To wszystko jest możliwe dzięki mistycznej istocie rezydującej w Rękawicach – Burroughs. Tak naprawdę to sztuczna inteligencja która będzie nam przypominać o zadaniach, czasem pomagać na swój sposób, a momentami nawet rzucać swoje własne spostrzeżenia.

Shin Megami Tensei IV, wbrew opinii o byciu “Dark Soulsami Persony”, jest japońskim RPGiem dla każdego, kto jest gotowy zrozumieć działanie systemu gry, by korzystać z niego pod siebie. Wprowadzone w nim usprawnienia, mimo bycia podatnymi na nadmierne wykorzystywanie przez gracza, sprawiają, że gra się po prostu momentami zabawnie. Owa podróż jest raczej listem miłosnym skierowanym do fanów serii, co zaś nie oznacza że nowi gracze poczują się w jakikolwiek sposób zagubieni. Wręcz przeciwnie, wydaje mi się że jest to najlepszy sposób na sprawdzenie serii Shin Megami Tensei przez dostępność i prostotę tejże odsłony.

Grafiki: Shin Megami Tensei IV, Atlus

Źródło wpisu: jp-gaming.pl - z zamiłowania do japońskiej popkultury"

Autor Wakai NEWS

Wakai NEWS
Najlepsze radia Azjatyckie w Polsce!

Check Also

Atlus zapowiada remake Radiant Historia i nie tylko

Atlus zapowiada remake Radiant Historia i nie tylkoOceń ten Post! Atlus ledwie zarzucił stroną dającą …

shares