Monthly Archives: październik 2018

Recenzja The Promised Neverland – 3 tomy

Jeśli zerkacie czasami na forum dyskusyjne, to wiecie, że byłam zachwycona mangą The Promised Neverland w trakcie lektury pierwszego tomu. Cieszyłam się wówczas, że zdecydowałam się na zakup. Aktualnie mam już “za sobą” trzy tomy (czwarty wyjdzie w lipcu) i już mniej więcej wiem, czego można się spodziewać po tym tytule. Jesteście ciekawi czy kolejne części mnie rozczarowały? Oto przed Wami recenzja The Promised Neverland, czyli nowej serii od wydawnictwa Waneko. Zapraszam:)

O czym to jest…?

Właściwie to… nie mogę powiedzieć 😉 Także koniec recenzji, cześć, pa! Nie no, oczywiście żartuję, ale istotnie nie jest łatwo opowiedzieć o tej mandze nie zdradzając zbyt wiele jeśli chodzi o warstwę fabularną. W internecie jest troszkę opisów czy mini-recenzyjek, które są jednym wielkim spoilerem. Osobiście bardzo się cieszę, że przed zakupem nie zapragnęłam najpierw poszperać w sieci, czy w ogóle warto ten tytuł nabyć. Dzięki zakupowi “w ciemno”, zdołałam wytrwać w błogiej nieświadomości, dlatego rozpoczynając pierwszy tom, przeżyłam mały szok 🙂 I dobrze mi tak 🙂 Lubię, kiedy manga zaskakuje, albo odwraca cały świat przedstawiony do góry nogami. Spróbuję Wam nieco przybliżyć ów świat, jednak co do niektórych spraw muszę trzymać język za zębami, bo naprawdę nie chcę Wam psuć frajdy:)

Opis z okładki pierwszego tomu może niektórych z Was nie zachęcać:

promised okladka ty%C5%82

Ja na początku nie byłam zbyt entuzjastycznie nastawiona: “Manga o dzieciach? Czy to nie będzie zbyt nudne..?” – tego się obawiałam. Jakże się myliłam! Manga może i jest o dzieciach, ale niekoniecznie dla dzieci 😉

Dom dziecka jak domek z kart

Na początku czytelnikowi ukazana zostaje rzeczywistość, która skądinąd jest całkiem sympatyczna. Co prawda, akcja dzieje się w sierocińcu – a takie miejsca nie są przecież sielankowe, jednak ten ośrodek wydaje się być inny. Dzieci są w nim naprawdę szczęśliwe – czują się jedną wielką rodziną, choć przecież nie łączą ich żadne więzy krwi. Sierociniec, nazywany przez wychowanków “domem”, prowadzi kobieta, którą nazywają i traktują jak swoją mamę. Bohaterka troszczy się o podopiecznych: jest dla nich dobra, często okazuje im czułość, nie szczędzi pochwał. Wychowankowie zawsze mają czyste ubranie i jedzą pożywne posiłki. Mogą się beztrosko bawić w domu i na terenie przylegającym do niego. Mają też swoje obowiązki: na przykład pomagają przy przyrządzaniu jedzenia i codziennie rozwiązują testy na inteligencję (co ma im zastąpić normalne chodzenie do szkoły). No właśnie… z tym wiąże się jedyny, ale za to bezwzględny zakaz, którego dzieciaki muszą przestrzegać. Nie wolno im opuścić terenu sierocińca dopóki nie trafią pod skrzydła rodziny zastępczej.

Beztroski nastrój, który kojarzy się ze szczęśliwym dzieciństwem, towarzyszył mi tylko przez kilka pierwszych stron. Niby wszystko jest w tym świecie ok, ale… No właśnie. Najpierw jest jedno “ale”, potem kolejne. Autor w umiejętny sposób buduje rzeczywistość pozornie sielankową. Wraz z rozwojem opowieści ta idealna konstrukcja okazuje się być złudna: na metaforycznym obrazie świata przedstawionego pojawia się coraz więcej rys. Elementy stają się niespójne, zaczynają budzić wątpliwości. Czytając, tylko czekałam na ten moment, który sprawi, że ten niby szczęśliwy świat runie niczym domek z kart. I tak też się stało. Pierwszy przełom w fabule pojawia się na 40 stronie. Potem kolejne. Czułam, że po scenach delikatnie budujących napięcie, nagle pojawi się coś szokującego, ale przyznaję, że nie spodziewałam się czegoś takiego! Jeśli nie czytaliście opisów tej mangi w innych źródłach, to nie czytajcie! Lepiej być zaskoczonym – gwarantuję Wam 🙂

Jeśli jednak nie boicie się spoilerów, to Waneko umożliwiło przejrzenie online pierwszego rozdziału. Tutaj link.

Shōnen czy nie shōnen?

Manga wydawana była w “Weekly Shōnen Jump”, czyli w czasopiśmie publikującym “shōneny”. Typowy shōnen to przygodówka z elementami walk i wątkami humorystycznymi, której głównym bohaterem jest chłopiec, najczęściej dążący do samodoskonalenia – tak w skrócie. The Promised Neverland jednak różni się od “klasyków” gatunku choćby tym, że główną bohaterką jest dziewczyna o imieniu Emma. To ona wraz z chłopcami: Normanem i Ray’em stanowią trójkę najstarszych i najmądrzejszych dzieci. “Jak to? Głównych bohaterów jest więc troje (a właściwie czworo, jeśli liczyć mamę)” – ktoś powie. To prawda, ale to właśnie Emma wprowadza czytelnika w świat przedstawiony. Na początku to ona jest narratorką i tylko jej myśli znamy (potem się to zmienia). Ona również stanowi spiritus mowens rozwoju akcji, przynajmniej do pewnego momentu, bo w gruncie rzeczy to później wszyscy troje (czworo, pięcioro, a niekiedy nawet siedmioro) popychają akcję do przodu.

The Promised Neverland różni się także tym, że nie jest to zwyczajna przygodówka. Jeśli miałabym jakoś zdefiniować tę historię, określiłabym ją raczej jako psychologiczny thriller z elementami horroru i fantastyki. Zaskakujące, co? 🙂

IMG 4277

Okładka, wygląd, kreska

Na okładce założona jest ładna błyszcząca obwoluta – jak w większości mang Waneko. Uprzedzam: nie zdejmujcie obwoluty z tomików przed przeczytaniem, bo to, co jest pod spodem stanowi spoiler^^ W tomikach brak kolorowych kartek, ale nie jest to żaden problem. Pierwszy i drugi mają 188 stron (nie licząc reklam na końcu), trzeci tom – 196. Każdy z nich zawiesza akcję w kulminacyjnym momencie, przez co nie można się doczekać kolejnego (muszę czekać do lipca!).

Kreska podoba mi się. Jest charakterystyczna i na początku nawet sobie myślałam, że nieco “szkicowa”, ale wraz z postępem lektury widziałam, jak doskonale oddaje ona charakter postaci i jak świetnie narysowane zostały zarówno sceny sielankowe, jak i momenty grozy. Niektóre kadry zachwycają z kolei mnogością detali.

Narracja

Narracja to majstersztyk! Po scenach pokazujących zwyczajne życie, następuje nagły zwrot fabularny. Odtąd wszystko będzie wyglądać inaczej. Jeśli miałabym rozrysować jakiś schemat obrazujący dalszy tok narracji, to linia wznosiłaby się i opadała naprzemiennie. Po momentach “rozluźnienia” kiedy szala przechyla się na stronę bohaterów i wydaje się, że oni są górą, następuje wzrost napięcia i sytuacja odwraca się. Historia jest tak prowadzona, że nie sposób się znudzić.

Bohaterowie

Jak wspominałam, protagoniści to trójka najstarszych dzieciaków: rezolutna i bystra Emma, niezwykle skuteczny strateg Norman oraz pragmatyczny i nieco zdystansowany Ray. Dzieci mają różne charaktery, ale łączy je jedno – są prawdziwymi młodymi geniuszami. Dzięki swoim wyjątkowym cechom są w stanie prowadzić strategiczną grę z wrogiem, który wie o nich niemal wszystko i nie ustępuje im inteligencją. Komu się uda? I kto tak naprawdę jest tu wrogiem? Odpowiedzi w mandze 🙂

Plusem jest to, że autor nie przesadził w kreacji bohaterów. Młodzi geniusze także mają swe słabości i nie zawsze wszystko idzie zgodnie z ich planem. Nie wszystkie charaktery dzieci zostały tak dokładnie pokazane jak tej trójki. Tak naprawdę, poza jeszcze dwójką innych dzieciaków, reszta stanowi tło. Można tłumaczyć to tym, że są jeszcze bardzo mali i nie mają aż tak zindywidualizowanych cech jak tamci, no i nie wnoszą – przynajmniej na razie – zbyt wiele do fabuły.

Postać mamy wymagałaby osobnego rozdziału, ale na razie nie mogę o niej zbyt wiele napisać, żeby nie za dużo nie zdradzić. Możecie jednak być pewni, że jej kreacja również jest znakomita i bardzo niejednoznaczna.

the promised emma and mother

Moje wrażenia

Bardzo się cieszę z zakupu The Promised Neverland. Na razie Waneko wydało trzy tomy, ale ja już wiem, że na pewno będę zbierać tę serię. Pierwszy tom zafundował mi kilka wstrząsów 😉 drugi, choć bardziej stonowany, zaserwował – tak jak i trzeci – doskonale prowadzoną grę psychologiczną.

Niektóre mangi kupuję z sentymentu, bo zaczęłam i żal nie dokończyć serii, a portfel zgrzyta zębami 😛 W tym wypadku nie żal mi żadnej złotówki. Choć nie znam jeszcze całości, coś czuję, że Promised Neverland to ta seria, której nigdy nie oddam 🙂

Mówiąc krótko: petarda! 😀 Dawno nie czytałam mangi, która by mnie tak zaabsorbowała.

kreska: 8,5/10 (świetnie pokazane zarówno sceny sielankowe jak i sceny grozy, kreska ponadto doskonale oddaje charaktery postaci)

fabuła: 9/10 (ciekawy pomysł, doskonała realizacja sprawia, że przedłużający się wątek fabularny wcale się nie nudzi)

sposób prowadzenia narracji: 10/10 (bardzo dobrze trzyma w napięciu, świetne zabiegi powodujące zaszokowanie czytelnika)

sposób budowania postaci: 7,5/10 (bohaterowie wydają się niekiedy aż nazbyt mądrzy jak na swój wiek, ale mają swoje słabości, więc nie są nierealistyczni)

przekaz: 8/10 (refleksja nad… wyjaśnienie w spoilerze poniżej)

[toggle title=”DUŻY SPOILER” state=”close”]Tak naprawdę manga pokazuje perspektywę żywego inwentarza. Sierociniec jest farmą, a dzieciaki pożywieniem. Daje to trochę do myślenia, bo czy silniejszy byt ma prawo zjeść słabszy? Jeśli manga miałaby być metaforą, to w przeniesieniu na nasze realia byłaby to historia o uciekających kurczakach z farmy. Czy wtedy kibicowalibyśmy im tak jak kibicujemy dzieciom?[/toggle]

RAZEM: ~8,5/10

Moja ocena: 9/10

Domestic na Kanojo!! – więcej szczegółów.

Domestic na Kanojo!!

Oficjalna strona internetowa telewizyjnej adaptacji anime Domestic na Kanojo ujawniła w czwartek, że premiera anime odbędzie się w styczniu 2019 roku.
Podano również trzech głównych aktorów głosowych oraz grafikę.

Taku Yashiro jako Natsuo Fujii
Maaya Uchida jako Rui Tachibana
Yōko Hikasa jako Hina Tachibana

Grafika serii:

0lCAaQ

HyunA uspokaja fajnów podczas transmisji na żywo na Instagramie

HyunA poprowadziła krótką transmisję na żywo na swoim koncie na Instagramie 16 października.

hyuna photoshoot for clride.n 2018 3

W trakcie transmisji powiedziała:

Minęło już sporo czasu od mojej ostatniej transmisji żywo. Jadę teraz zobaczyć się z rodzicami. Zamierzamy zjeść razem posiłek.

Kochani, szczególnie A-ing (fani Hyuny), nie martwcie się o mnie. 

Robi się zimno, ubierajcie się ciepło, jak ja! Mam na sobie 3 warstwy dzisiaj. Mam zamiar zjeść coś pysznego, więc wy też postarajcie się dobrze jeść!

Od teraz częściej będę Wam o sobie opowiadała podczas transmisji na żywo.

Relacja z koncertu Zico w Warszawie

03. 10. 2018 dzień w którym Warszawa znowu zrobiła się królewska. A właściwie zrobiła się dziką, królewską dżunglą. Wszystko za sprawą Zico (dla mniej zorientowanych przypomnę, że jest to lider Block B), który wybrał się w swoją pierwsza solową trasę koncertową promującą się pod jakże wymowną i skromną nazwą: „King of the zungle”. Zapraszam do przeczytania mojej relacji i przeżycia ze mną tych emocji jeszcze raz.

2018 p zico

Jest godzina 19, na dworze odczuwalne minus-bardzo-zimno, a warszawska Progresja powoli wypełnia się zamarzniętymi fanami. Na telebimach grafika z „Zico- King of the Zungle” podsycała tylko emocje i nagle… BUM głośny i  niespodziewany  dźwięk uprzedził pojawienie się pierwszego intro: krótki filmik przyrodniczy, taki dzień z życia dżungli. I w końcu wszedł na scenę ON, sprawca całego zamieszania, rozpoczynając wyjątkowo ognistą setliste. Dosłownie ognistą, bo to co działo się na scenie i pod nią to był prawdziwy ogień i czysta energia.

43284914 287870595272587 7323890117037260800 n

Koncert był bardzo dobrze zaplanowany, wszystko było dopięte na ostatni guziczek, jeśli chodzi o realizacje: oświetlenia, kamery i dźwięk. Set był podzielony na kilka części, które były połączone krótkimi filmikami. Pierwsza część zaczęła się wyżej wspomnianym przeze mnie filmem przyrodniczym, a podczas niej usłyszeliśmy takie hity jak Tough Cookie, Veni Vidi Vici i Turtle ship.  Następna część wprowadziła nas do świata telewizji, co jest sprytnym nawiązaniem do solowego albumu Zico z tamtego roku pod tytułem Television. Kolejna część była poświęcona kobitkom, gdzie usłyszeliśmy HER. Sam raper później przyznał, że ciężko było mu śpiewać tę piosenkę bez reszty ekipy z Block B. Czwarta część kumulowała piosenki o „cięższym” przesłaniu (jeśli tak to mogę określić) jak Anti czy Bermuda Triangle. W ostatniej części Zico jak to sam ujął „wrócił do swojego początku” i wykonał I’m still fly – jedną ze swoich pierwszych piosenek, którą wydał.

W tym momencie mój wewnętrzny demon (zwany fangirl) postanowił polatać wysoko pod sufitem, bo kocham tę piosenkę od kilku już lat, a przed samym koncertem ciągle powtarzałam „jak nie usłyszę I’m still fly to strzelam focha!”
Niestety to co dobre się szybko kończy, a ten koncert skończył się zdecydowanie za wcześnie! Atmosfera jaka panowała w Progresji była po prostu magiczna.
Sam Zico, w końcu nie laik w tym zawodzie, dobrze wie jak rozkręcić imprezę i zmusić fanów do krzyków (nie żeby się musiał jakoś bardzo starać, bo fani i tak wypluwali swoje płuca) co uczynił tekstem po angielsku „Jeśli nie będziecie głośniej to sobie pójdę” trzeba mu przyznać, kreatywny Kartofel z niego.

43375198 732347723779128 2186290859362746368 n

Polscy fani to w ogóle inna liga. Podczas, gdy na innych koncertach ludzie pchają się , depczą i ogólnie walczą o życie, w Warszawie była pełna kultura i z tego co wiem odbyło się wszystko bez ofiar. Za co bym bardzo chciała podziękować wszystkim obecnym,  jeżdżę sobie tam i ówdzie na koncerty różnych gatunków, a to był pierwszy koncert, na którym nie zostałam zadeptana i zirytowana morzem telefonów zasłaniających mi widok.
Chciałam też podziękować samozwańczym organizatorom, że pomimo lekkiego chaosu udało im się załatwić przepiękne banery i bransoletki.

Mamy też swoje charakterystyczne zachowanie koncertowe. Jeśli ktoś z Was drodzy Czytelnicy i Czytelniczki nigdy nie był na k / j- koncercie to może wam nie być znana idea tupania. Bo my, polski naród, jak coś robimy to z przytupem zwłaszcza, jeśli chcemy wywołać artystę z backstage. Na Zico, pomimo że już wcześniej był w Polsce i zna nasz zwyczaj, tuptanie zrobiło ogromne wrażenie. No, a na kim by to nie zrobiło, gdy tysiąc osób tupie, a brzmi to jakby budynek się walił, prawda?

Tak nieśmiało mogę pomyśleć, że chyba mu się u nas podobało o czym świadczy spam na jego Instagramie ( z Warszawy dodał jak do tej pory najwięcej zdjęć z całej trasy) nauczył się wielu polskich zwrotów… i uśmiech mu praktycznie nie schodził z buzi.

Chciałabym się też podzielić kilkoma śmiesznymi fanowskimi historiami zasłyszanymi przed klubem. Wiecie jak to jest, jak człowiek marznie w kolejce to wchodzi w tryb ciotki-klotki i uskutecznia plotki, w myśl zasady ‚Make memes not wars’.
Historie mogą być prawdziwe… albo nie, ale pośmiać się można.
Otóż plotka mówi, iż biednego Zico tak wykończył shopping po Warszawie, że postanowił uciąć sobie małą drzemkę w stołecznym Starbucksie. Ja mam teorię, że zasną nad nauką polskiego, którym zabłysnął podczas koncertu i oprócz klasyków typu ” witam was” padło również z ust Zico „I ate pierogi” i „posłuchajcie mnie”. Chyba nie muszę mówić jak bardzo rozczulił tymi słowami wszystkich fanów na sali.

Kolejna historia, a właściwie zdjęcie dotyczy tancerzy którzy żywili się w ten sposób, a całość popili wódką. Ale trzeba ich też pochwalić, na koncercie kaca widać nie było i chłopcy pokazali się z najlepszej strony. Trzymali i pion i poziom 🙂

Obraz może zawierać: napój i jedzenie
A teraz około koncertowy hit, a nawet HIT, bo zasługuje to na użycie Capslocka. Zico odkrył swoje drugie ja w naszym kraju:

43358987 413577239446259 6936147788178653184 n

Ja osobiście nie robiłam wielu zdjęć bo a)stałam  daleko b) widziałam, że inni robią, a w dobie Internetu pewnie gdzieś się tym podzielą c) wolałam po porostu zamknąć oczy napawać się chwilą, a nie pilnować telefonu. Słucham twórczości tego pociesznego Kartofla (jak nieoficjalnie część fandomu go nazwa) nieprzerwanie od ponad 5 lat, także ten koncert był na pewno spełnieniem jakiegoś mojego cichego marzenia. Ale k-fani to firma, która działa bardzo prężnie i specjalnie na potrzeby koncertu zostało stworzone konto na Instagramie poświęcone wizycie Zico w naszym kraju.  Do którego właśnie dziele  linkiem: zicoinpoland. Tam możecie z różnych źródeł i z różnych kątów zobaczyć cały koncert.

Podsumowując całość króciutko: pełen profesjonalizm z każdej strony czy to oprawy koncertu, czy to samego Zico. Bardzo dobrze przemyślany i zrobiony z głową koncert. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będzie mi dane pojechać na jego koncert.
Także, aż się prosi o klasyk z pewnej bajki „Ja chce jeszcze raz!~”

Dodam jeszcze tylko, że koncert był organizowany przez My Music Taste. Jeśli ktoś nie wie, co to za akcja to śpieszę z wyjaśnieniem. MMT to strona, wytwórnia, organizacja (jak zwał tak zwał), która umożliwia fanom głosowanie i w rezultacie ściągnięcie ukochanego artystę bądź zespół do swojego kraju. Tym razem nam się udało i… mam nadzieje, że to powtórzymy. Zapraszam wszystkich fanów do głosowania!
Link do głosowania – bring Zico back to Warsaw

Jeśli byliście na koncercie piszcie w komentarzach swoje wrażenia!

Do następnego przeczytania


Drugi sezon „Fukigen na Mononokean” – update informacyjny

Ekipa stojąca za produkcją drugiego sezonu anime „Fukigen na Mononokean” ujawniła, że premiera anime będzie miała miejsce w styczniu. Pokazano również nową grafikę promującą.

morosemononokean season2visual

Itsura Kawasaki („Magical Girl Ore”) wyreżyseruje drugi sezon w studio Pierrot Plus. Takao Yoshioka („Shigatsu wa Kimi no Uso”) ponownie zajmie się kompozycją serii. Mizuki Aoba zastąpi Atsuko Kageyamę jeśli chodzi o projektowanie postaci.

Hiro Shimono i Koji Yusa udzielą głosów nowym postaciom- Shiho i Gyouseiowi. Nowe postacie to dwoje z trzech wpływowych indywiduów w świecie youkai.

Pierwszy sezon anime miał swoją premierę w roku 2016. Krótki opis fabuły pierwszego sezonu wyglądał tak: „Egzorcyzm” to sztuka odsyłania yokai, którzy jakimś cudem zabłąkali się do świata żywych, z powrotem do świata, z którego pochodzą. Pewnego dnia Hanae Ashiya, uczeń liceum prześladowany przez yokai kontaktuje się z tajemniczym egzorcystą zwanym „Mononokean” i składa mu wizytę. Egzorcysta okazuje się być ponuro wyglądającym, młodym mężczyzną. W wyniku rozmaitych zdarzeń Ashiya kończy pracując wspólnie z Mononokean’em. I tak zaczyna się historia przygód nietuzinkowego, egzorcystycznego duetu…

 

Źródło: Anime News Network

>ZENO<

Jak wypadł nowy zwiastun Dragon Ball Super: Broly?

Za nami najnowszy zwiastun „Dragon Ball Super: Broly” w którym pojawiają się między innymi Bardock, król Vegeta oraz Gine, matka Goku.

dragon ball broly strongest fighter universe 7 1022229

Trailer utwierdza w przekonaniu, że jakość animacji produkcji stoi tym razem na niezwykle wysokim poziomie. Zacieramy ręce z niecierpliwością na pojedynki Saiyanina z Vegetą, Friezą i Goku. Film zadebiutuje w Japonii już 14 grudnia. Jak wy oceniacie zwiastun?

Zwiastun – Code Geass: Fukkatsu no Lelouch

Oficjalna strona internetowa nadchodzącego filmu „Code Geass: Fukkatsu no Lelouch”Japoni wypuściła 30-sekundowy zwiastun anime i ogłosiła nowych członków obsady. Wprowadzono również trzy nowe postacie: Shario (CV: Ayumu Murase), Shesutaaru (Nobunaga Shimazaki) i Bituru (Wataru Takagi). Trzy główne postacie z oryginalnej serii, CC (Yukana), Suzaku Kururugi (Takahiro Sakurai) i Nunnally Lamperouge (Kaori Nazuka) zostały już potwierdzone. Premiera filmu odbędzie się w Japonii 9 lutego 2019 roku.

Nie przypadkowa pozostaje data wydania zwiastuna czyli 5 października. Jak się okazuje pierwszy telewizyjny anime „Code Geass: Lelouch of the Rebellion” miał swoją premierę w Japonii dokładnie tego samego dnia z tym, że 12 lat temu.

Film zostanie wydany w 120 kinach w całej Japonii, a bilety w przedsprzedaży „MoviTicket” będą dostępne od 6 października.

Obsada:
Chariot: Ayumu Murase ( Muhyo do Rouji no Mahouritsu Soudan Jimusho )

Chestar: Nobunaga Shimazaki ( Black Clover )

Bidol: Wataru Takagi ( JoJo no Kimyou na Bouken: Diamond wa Kudakenai )

Blu-ray z trzeciej kompilacji znalazł się na szczycie rankingu w pierwszym tygodniu i sprzedał się w 12056 egzemplarzach.

Najbardziej wyczekiwane anime tej jesieni!

Portal GZ Brain należący do grupy Kadokawa ujawnił listę 20 najlepszych i najbardziej wyczekiwanych anime, które mają pojawić się jesienią tego roku. Ankietę przeprowadzono na podstawie badań z udziałem 21166 osób.

I tak oto znalazły się m.in. następujące tytuły:
1. JoJo no Kimyou na Bouken: Ougon no Kaze (5 października)
2. „Space Battleship Yamato 2202: Warriors of Love” (5 października)
3. „Drugi sezon” Złotego Kamuya ” (8 października)
4. „Tokio Ghul: drugi sezon” (9 października)
5. „Sword Art Online: Alicization” (6 października)
Jakie są Wasze typy? Na co najbardziej zacieracie ręce?

anime jesien 2018 recenzje fall rascal

ca7925714817ed5b9f2243706c50234b

„Dlaczego Haikyu tak Ci się spodobało, odczucia fanki”

„Dlaczego Haikyu tak Ci się spodobało, odczucia fanki„, oto taki ciężki temat ostatnio został mi zadany na naszym kochanym wakajowym chattango. Czemu ciężki? Bo dla mnie Haikyuu to Haikyuu, czasem się coś lubi bez powodu… chyba… no, ja tak miewam. Jednak mimo tych trudności stanę przed tym wyzwaniem i postaram się wymienić coś, co mnie urzekło w tej serii, tylko muszę to głęboko przemyśleć i wydobyć to z siebie. Ale zacznijmy od jakiegoś początku, czyli dla osób, które nie znają tego tytułu, napiszę z czym się to Haikyuu je. 

171741.jpg (820×1156)

Haikyuu to seria o siatkówce stworzona przez Haruichi’ego Furudate, której głównym bohaterem jest niziutki uczeń pierwszego roku liceum Karasuno, Shōyō Hinata. Ale cofnijmy się najpierw trochę wstecz, gdy w swoich jeszcze młodszych latach Hinata przez przypadek obejrzał fragment meczu siatkówki, w którym grało liceum Karasuno. Mecz meczem, ale jeden zawodnik przykuł uwagę naszego bohatera. Był to Mały Gigant, który pomimo dość niskiego wzrostu, jak na siatkarza, potrafił skakać naprawdę wysoko. Niewielki fragment meczu sprawił, że Hinata postanowił być właśnie jak Mały Gigant! Zaczął grać w siatkówkę i bardzo się starał, aby dostać się do liceum Karasuno, tak by móc stanąć na tym samym boisku co jego idol. Mimo iż w gimnazjum, do którego uczęszczał Hinata, właściwie nie było męskiego klubu siatkówki, udało mu się na ostatni rok skompletować zespół i wystąpić w swoim pierwszym turnieju. Niestety już w pierwszym meczu trafili na faworytów spotkania, drużyny, do której należał Tobio Kageyama, okrzyknięty przez wielu Królem Boiska, geniusz, jeśli chodzi o siatkówkę. Po sromotnej przegranej drużyny Hinaty, Kageyama stał się jego rywalem i motywacją do jeszcze cięższej pracy tak, żeby w następnym meczu mógł go pobić i udowodnić swoją wyższość. I tu moi drodzy tak naprawdę zaczynamy przygodę niskiego, ale mierzącego bardzo wysoko, Hinaty i całej drużyny liceum Karasuno, która okrzyknięta została już Upadłymi Tytanami czy Bezskrzydłymi Wronami. Przed wszystkimi wiele pracy, nowy skład i to z dość ciekawymi osobowościami, nowe problemy, ale kilku starych też nie zabraknie, żeby za wesoło nie było i jeszcze pytanie… dlaczego rywal Hinaty, Kageyama, również jest w tym zespole?!

Uff… Mam nadzieję, że taki wstęp wystarczy, a teraz przejdźmy do zadanego mi tematu.

haikyuu-25-snapshot.jpg (1280×720)

No to jeśli miałabym jakoś oceniać poszczególne aspekty tej serii, to chyba komplet punktów zdobyłyby u mnie postacie. Są naprawde ciekawe i rozwinięte, każda ze swoją historią, a co najważniejsze, nie kończy się to tylko na głównych bohaterach. W Haikyuu można zetknąć się z naprawdę wieloma różnymi szkołami, ich zespołami, a tym samym z postaciami, których nie brak w czasie antenowym (a już szczególnie na kartach mangi, która prawie zawsze kończy się jakimś side story, w przeróżnej obsadzie i fabule), a dzięki temu ciężko sobie nie znaleźć jakiegoś ulubieńca. Ja osobiście bardzo lubię pewną kocią drużynę… w sumie Sowy też lubię… nie, żeby nie, Karasuno też… może powinnam się zastanowić, czy jest tam ktoś, kogo nie lubię.

original.gif (500×280)

Kolejną niezłą sumkę punktów dostałoby tu poczucie humoru, które mnie osobiście bardzo podpasowało, ale to kwestia gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Powiem, że po lekturze ostatniego wydanego w moim kraju tomu, to moim zdaniem nie wypadli jeszcze z formy i cieszę się, że czytam tę serię w łóżku, otoczona poduszkami, bo nieraz mogłabym se nabić jakiegoś guza.

Fabuła? Cóż, tu chyba nie ma nic większego. Jest drużyna, która ma swoje cele i do nich dąży. Chociaż muszę przyznać, że podobało mi się to, że nie mamy tu tylko samej bandy nowicjuszy, którzy nagle wspaniale grają w siatkówkę i magicznie grono perełek się ze sobą zgrało. Tak właściwie, to prawie wszyscy byli dobrymi graczami z doświadczeniem, w tym kilku z nich było dość znanych, oczywiście w obrębie innych licealnych klubów siatkarskich, a prócz doszlifowania paru aspektów, głównym wyzwaniem było zgranie się w zupełnie nowym zestawieniu… albo raczej próba zgrania się z co niektórymi postaciami. Mnie to bardzo urzekło, nie powiem, że nie.

HorribleSubs-Haikyuu-S2-10-1080p.mkv0047.jpg (1920×1080)

I to już chyba ostatnie oceniane punkty programu (ale ja się tam nie znam), to kreska i w przypadku anime OST. Nie powiem, żebym była jakąś specjalną fanką tego sposobu rysowania postaci, ale źle nie jest, przynajmniej nie miewam problemu z oglądaniem/czytaniem, tak jak to było w przypadku Ballroom e Youkoso. A jeśli chodzi o muzykę, to bez dwóch zdań spasowały mi openingi i endingi, w tym pierwszy i czwarty opening wydają się być najlepsze i są też chyba najbardziej popularne.

Chyba koniec końców wychodzi na to, że twórcy wpasowali się w mój gust pod wieloma aspektami i dlatego tak lubię tę serię. Oczywiście wszystko, co powyżej napisałam, to wyłącznie moje zdanie i odczucia. Jak najbardziej rozumiem, że znajdą się osoby, którym ta seria nie przypadła do gustu, ale jeśli jeszcze nie próbowałeś Haikyuu, to daj temu szansę.

https://www.youtube.com/watch?v=2—3Iysnqg